Weekend na FOH’u – dzień trzeci – przaśny

Gowino – jak się dowiedziałem od Prezesa firmy z którą tego dnia miałem pracować – jest „kawałek za Wejherowem”. Po krótkiej rozmowie z Ekipą doszliśmy do wniosku że prawdopodobnie istnieją dwie możliwe lokalizacje imprez – „Wejherowo” oraz „kawałek za Wejherowem”. W ten sposób Gowino, Nowy Targ i Montreux leżą „kawałek za Wejherowem”. Proste to i bardzo ułatwiające życie. Dożynki, mają – jak zauważyłem już jakiś czas temu – pewien zbiór wspólnych mianowników. Jednym z nich jest jedzenie. Drugim, są przemównienia masy ważnych ludzi, którzy często uciekają od mikrofonu, jako że nie są przywykli do przemawiania na imprezach masowych. Trzecim, najgroźniejszym – jest FOLKLOR. Przez folklor rozumiemy tu całokształt nieprzewidzianych rzeczy które mogą wydażyć się na scenie podczas imprezy, czasami nawet ujętych w harmonogramie, ale uznanych za zbyt oczywiste aby informować o nich ekipę nagłośnieniową. I tak np. występ folklorystycznego zespołu taneczno-wokalno-instrumentalnego – wymagania proste: „eee, 4 mikrofony z przodu sceny wystarczą”. Cudownie. „Ale takie mikrofony? Niee, my musimy miec takie które wszystko zbiorą”. Mhm. „Gdybyśmy wiedzieli, to byśmy wzięli nasze z domu kultury”. I tak dalej, i tak dalej. Tym razem obyło się – o dziwo – bez większych problemów. Zespół pt. parapet, mini-disc + 4 wokale też się wybronił. Trudno żeby nie, nieźle przygotowane „kowery” polskich przebojów z trzech dekad to podstawa dobrej imprezy. Problemy zaczęły się przy występie gwiazdy – po prostu zbrakło mocy. Przy pierwszym uderzeniu stopy na próbie zasilanie przysiadło, procesory się zresetowały i już wiedzieliśmy że tego wieczoru za głośno nie zagramy. Na wielkie szczęście realizator Brathanków okazał się Oazą Spokoju i Totalnym Profesjonalistą i postanowił nie robić problemów tylko grać tak, jak przeciwnik pozwala. Swoją drogą przypomniała mi się historia pewnej ekipy która też dostała kiepski prąd i po pierwszym głośniejszym dźwięku zasilanie przysiadło, stół (cyfra) się zrestetował powodując strzał w nagłośnienie, co spowodowało następny nieomal zanik zasilania, co spowodowało zresetowanie stołu, co spowodowało… i pewnie by tak tkwili do dzisiaj w tej nieskończonej hałaśliwej iteracji gdyby ktoś nie wyrwał wtyczki od stołu i nie przepiął na inną fazę. No, ale wracjąc do tematu, koniec końców zagrało nam to wszystko poprawnie, pokazując raz jeszcze, że Geo-S jest sprzętem KLUBOWYM, który nie zagra ani za szeroko, ani za głośno, ani za daleko. Ale przecież jako taki został zaprojektowany, więc trudno mieć do kogokolwiek pretensje.

Tak czy owak – dożynki fajna rzecz. Były nawet żelki Haribo na wagę, co znacznie podniosło – przynajmniej dla mnie – prestiż imprezy. Rozważania na temat „jak prawidłowo nagłośnić diabelskie skrzypce” doprowadziły nas do wniosku iż powinno się zaprojektować zestaw trzech specjalnych mikrofonów do tego instrumentu – więc producenci na start, zagonić designerów do roboty, na przyszłe dożynki chcemy mieć gotowy prototyp.

Podpis autora (z Misiem Na Miarę Naszych Możliwości w tle):

Reklamy
Published in: on 28 sierpnia 2009 at 9:14  Dodaj komentarz  
Tags: , , , ,