Wakacje były

i jeszcze troche dziwnych rzeczy się działo…
póki co
Włatca Móch
włatca móch

Reklamy
Published in: on 5 września 2009 at 12:18  Dodaj komentarz  

Wyrzucamy mamę

Syn mój prywatny, Tymon, lat 1.9, miewa czasem różne takie, równie niespodziewane, co śmieszne, akcje.
Rano standardowy cykl zadymowy, matka wychodzi do roboty, próbując obudzić mnie i nie obudzić młodego, co oczywiście przynosi odwrotny od zamierzonego efekt. O ile matkę jestem jeszcze w stanie ignorować do momentu uzyskania w jej głosie wnerwu w tonacji H-dur, o tyle 12 kilowego kloca padającego mi na twarz w pełnym rozpędzie i z radosnym piskiem, zignorować się nie da… Zauważyłem, że przez sen, nad ranem, odruchowo stawiam gardę albo wtulam twarz w poduszkę, co czasem ratuje mi życie, a na pewno ochrania przed porannym bólem głowy…
Ale nie o tym miałem. Matka przed wyjściem do roboty ma irytujący cykl mobilizacyjno, wychowawczo, instruktażowo, tęsknotowy – czyli: jakimi prochami naszprycować dziś dziecko (ja), dostać buziaczka (on), wstać robić śniadanie (ja, choć powoli wdrażam żeby był to on), do jakiego lekarz pójść z 3 wizytą w tym tygodniu (obaj), ubrać to, a nie tamto (ja), przytulić mocno mamusię (on), a może od tatusia też buziaczka, co? (ja), mógłbyś wreszcie odkurzyć (ja), nie wylewaj picia na tatę (on), przebierz go, bo chyba ma kupę (ja), TYMON NIE WOLNO!!! (w kontekście próby przywalenia stalowym bączkiem w szybę nad łóżkiem – on, choć działa to również na mnie), wynieś śmieci (ja ale również pracuję żeby on), kochanie nie płacz, mamusia musi już pójść do pracy (biorąc go na ręce, kiedy grzecznie leży i mając wszystko w dupie ogląda minimini) itd., itp…

W końcu dzisiaj mówię do klopsa, wykończony tym porannym pół snem, pół informacji przyswajaniem:
– Timo, idź wyrzuć mamę do pracy…
Młody niewiele się zastanawiając, złazi z łóżka, biegnie do matki, na wpół ją ciągnie na wpół popycha najkrótszą drogą do kuchni, otwiera szafkę pod zlewem i głosem nieznoszącym sprzeciwu, wskazując jedną ręką kosz na śmieci, a drugą próbując mamę do niego wepchnąć, wykrzykuje swoje zasadniczo słuszne i nienegocjowalne:
– Aaaagaaa a! (czyli w wolnym tłumaczeniu: właź tam, tata kazał!)

Oj ma charakterek po tatusiu kochany brzdąc… 😀

Timo & me

Foto: mama

Published in: on 31 lipca 2009 at 14:57  Dodaj komentarz